bezrobocie to tylko jeden z etapów w Twoim życiu

kto w życiu nie stracił pracy nigdy nie zrozumie bezrobotnego

utrata pracy to nie koniec świata, znajdziesz lepszą

na skróty

wstępniak
mapa strony
człowiek bez pracy
CZYTELNIA
interview
kodeks pracy
OFERTY PRACY !!!
ranking portali pracy
STOPA BEZROBOCIA
PORADY
księga gości
e-gospodarka
kalkulator płac
ile dostaniesz?
Twoja EMERYTURA

urzędy pracy
Praca z Jobrapido
jooble.com.pl

FORUM

Doradca zawodowy

dotacje
na otwarcie firmy


serwis monitoruje
google analytics logo and link
Twoje IP 54.81.73.2
online:2

Reklamy
Zostań Partnerem
Careerjet

Konkurs na najlepszą strone internetową - COOL SITE


Bezrobotni to lenie i nieuki

Są leniwi, wybredni i brak im kwalifikacji - tak ocenia bezrobotnych większość respondentów w sondażu zrealizowanym na zlecenie serwisu GazetaPraca.pl.

Większość naszych rodaków nie pozostawia na bezrobotnych suchej nitki. Badani twierdzą, że w obecnej sytuacji gospodarczej w kraju niepracujący, są po prostu sami sobie winni. Respondenci nie mają złudzeń - najczęstszą przyczyną braku stałego zajęcia jest lenistwo i brak odpowiednich kwalifikacji.

Bezrobotny = nierobotny?

Według niektórych wskaźników bezrobocie spadło w Polsce do poziomu jednocyfrowego. Czasy, gdy przekraczało 20 proc., a w niektórych gminach sięgało nawet 50 proc., minęły - oby bezpowrotnie. Ale nie wszyscy odnajdują się w nowej rzeczywistości, nie każdy nadal ma pracę. Jak w każdym społeczeństwie, także u nas jest grupa, która po prostu nigdy nie podejmie pracy. Dlaczego nie szukają zajęcia, zwłaszcza gdy w większych miastach pracy nie brakuje?

Według badanych, bezrobotnym po prostu nie chce się pracować. Spora grupa uważa ponadto, że bezrobotni są również wybredni. Kolejne przyczyny bezrobocia to niskie płace oraz brak odpowiednich kwalifikacji i wykształcenia. Ale twierdzi tak tylko mniej niż 10 proc. ankietowanych.

- Pewnie, że pracować można, nawet po podstawówce, ale za ile? - retorycznie pyta Łukasz Szatkowski z Gdyni, bezrobotny od ponad sześciu miesięcy. - Ja jestem elektrykiem po średniej szkole i co chwilę widzę w prasie i na plakatach oferty pracy. Tylko, że najczęściej dotyczą sprzedawców w sklepie. Dwa miesiące temu byłem już tak zdesperowany, że chciałem stanąć za ladą. I okazało się, że choćbym sprzedał pół sklepu w dwie godziny to i tak mogę zarobić maksymalnie 1,2 tys. zł na rękę. A tyle to mam z dodatkowych zajęć, pracując 2-3 dni w tygodniu. Kładę małe instalacje w piwnicach czy garażach, rzadziej w remontowanych domach. Mógłbym założyć własną firmę, ale muszę mieć więcej zleceń, bo teraz opłaty zjadłyby cały zysk. Nie mam już żadnych świadczeń i wciąż czekam na jakąś konkretną ofertę. Ale normalnej pracy za normalną płacę nie ma - przekonuje.

Kto komu wierzy?

W zaangażowanie i pracowitość bezrobotnych bardziej wierzą kobiety, mężczyźni są bardziej surowi, najprawdopodobniej dlatego, że to oni najczęściej uważają się za "głowę rodziny", która powinna zapewnić utrzymanie na odpowiednim poziomie. O lenistwie jako powodzie pozostawania bez pracy, mówi ledwie 40 proc. gospodyń domowych, podobnie mało zwolenników tej tezy jest wśród robotników niewykwalifikowanych. Całkiem odmienne zdanie mają za to przedsiębiorcy, na co dzień borykający się z brakiem chętnych do pracy.

- Prasa pisze, że mamy w Polsce ok. 1,6-1,7 mln osób bezrobotnych. Ale to oficjalne statystyki, bo masa ludzi pracuje w szarej strefie. Ale liczby kłują w oczy i ludzie często mają wrażenie, że taka ilość bezrobotnych musi świadczyć o ich lenistwie. A ich po prostu tak wielu nie ma - mówi Ewa Jurkowska, dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Gdańsku.

Kasa jest, chętnych nie ma

- Tylko niech mi nikt nie mówi, że mało płacę, bo daję 10-14 zł na godzinę komuś, kto nic nie musi umieć, a do pracy jest zawożony i z niej odwożony. Jak się ktoś stara, to pracując osiem godzin dziennie, może wyciągnąć ponad 2 tys. zł na rękę - denerwuje się Marek Migielski, prowadzący firmę ogrodniczą. Ma kilku stałych, doświadczonych pracowników, ale permanentnie poszukuje ludzi, którzy wykonywaliby proste prace, czasami po prostu kopali łopatą lub grabili ziemię. - Robota nie jest taka ciężka, mamy coraz więcej maszyn, mnóstwo pracy wykonuje się po prostu kręcąc kierownicą i przekręcając dźwignie. Ale ludziom się po prostu nie chce - przekonuje Migielski, który twierdzi, że co sezon traci kilka, a nawet kilkanaście zleceń, bo nie ma jak ich wykonać. W badaniu dla GazetaPraca.pl, jego zdanie podziela niemal 80 proc. właścicieli prywatnych firm. Co ciekawe, podobnego zdania są także rolnicy, którzy sami pracują na siebie. Nie zgadzają się z nimi... sami bezrobotni, a także robotnicy niewykwalifikowani.

"Wykształciuchy" nie lubią bezrobotnych

Generalnie obowiązuje prawidłowość, że im lepsze wykształcenie i pozycja społeczna, tym większe przekonanie, że bezrobotnym po prostu nie chce się pracować lub nie mają do pracy odpowiednich kwalifikacji. Ludzie mniej wykształceni i sami bezrobotni za swoje położenie obwiniają pracodawców - bo ci za mało płacą. Praktycznie żaden z robotników niewykwalifikowanych nie uważa, że przyczyną braku pracy są nieodpowiednie wykształcenie i brak umiejętności! Zresztą tylko 9 proc. respondentów uważa to za powód pozostawania bezrobotnym. Częściej zdają sobie z tego sprawę młodzi ludzie w wieku od 18 do 24 lat.

- Prawda jest taka, że większość zarejestrowanych bezrobotnych nie ma żadnych kwalifikacji, lub jest wykształcona w kierunkach, które od dawna nikomu nie są potrzebne. Tacy ludzie często szukają wytłumaczenia swojej sytuacji, ale równie często nie potrafią znaleźć odpowiedzi na to pytanie - komentuje Jurkowska.

Brak znajomości już nie jest argumentem

W odróżnieniu od sondaży sprzed lat, nasi rodacy obecnie nie uważają, że powodem bezrobocia jest brak znajomości. Przekonania, że pracę dają szeroko rozumiane "układy" niemal już w społeczeństwie nie ma. Zdecydowanie zmieniło się także postrzeganie mobilności pracowników. Kiedyś wyjazd do innego miasta był często problemem nie do przeskoczenia. Dziś, w dobie masowej emigracji zarobkowej za granicę, brak mobilności jako przyczynę bezrobocia wskazuje ledwie 1 proc. badanych. Okazuje się jednak, że nie jest tak do końca. Wprawdzie masa ludzi wyjechała do pracy za granicę, ale już przeprowadzenie się, nawet w granicach jednego województwa, do innego miasta, bywa sporym problemem.

- Pomiędzy dochodami w Polsce i za granicą wciąż jest dużo większa różnica, niż między kwotą, jaką można zarobić np. w mieście oddalonym od nas o 200 km. Dlatego częściej wolimy wyjechać np. do Wielkiej Brytanii niż do miasta wojewódzkiego. Wiele osób wybiera wegetację na zasiłkach, niż pracę i codzienne dojazdy lub powroty do domu na weekendy. Problemem jest też zbyt wysokie wsparcie socjalne. Wiem, że to co mówię, może być niepopularne, ale dziś w Polsce można spokojnie utrzymać się dzięki opiece społecznej. Najgorsze jest jednak to, że wyrastające w takich rodzinach dzieci uczą się takich zachowań i później jako dorośli także przybierają postawę roszczeniową. Dzieci nie mogą być głodne, ale oprócz obiadu powinniśmy zaoferować im także programy, które pomagałyby im prowadzić aktywne życie i wziąć przyszłość w swoje ręce. Niestety takich programów wciąż nie ma i rośnie nam trzecie pokolenie, które przez całe życie będzie na garnuszku państwa - kończy dyrektor Jurkowska.

artykuł pochodzi z gazetapraca.pl, autor: Michał Sielski 2008-05-28

Ostatnio na forum:

Wszelkie prawa zastrzeżone, kontakt: kontakt@mojebezrobocie.pl, Webmaster www.pklopotowski.pl