bezrobocie to tylko jeden z etapów w Twoim życiu

kto w życiu nie stracił pracy nigdy nie zrozumie bezrobotnego

utrata pracy to nie koniec świata, znajdziesz lepszą

na skróty

wstępniak
mapa strony
człowiek bez pracy
CZYTELNIA
interview
kodeks pracy
OFERTY PRACY !!!
ranking portali pracy
STOPA BEZROBOCIA
PORADY
księga gości
e-gospodarka
kalkulator płac
ile dostaniesz?
Twoja EMERYTURA

urzędy pracy
Praca z Jobrapido
jooble.com.pl

FORUM

Doradca zawodowy

dotacje
na otwarcie firmy


serwis monitoruje
google analytics logo and link
Twoje IP 54.158.63.41
online:2

Reklamy
Zostań Partnerem
Careerjet

Konkurs na najlepszą strone internetową - COOL SITE


Człowiek bez pracy - Część VI

Pomyślałem, że zaciągnę się do Straży Granicznej. Będę sobie mieszkał w górach, w pięknych bezludnych okolicach, w wielkim domu z drewna. Będę mógł hodować kozy i chadzać na długie spacery i patrzeć - na tym przecież miałaby polegać moja Praca. Praca jak marzenie. Będę kąpał się w strumieniu i żył w permanentnej ciszy. Będę czynił dobro, bo będę ścigał przestępców. Będę mógł być panem Wołodyjowskim, moim ulubionym bohaterem z dzieciństwa. Znajdę żonę i będziemy mieszkać razem w tych górach, i nasze dzieci będą miały szczęśliwe dzieciństwo, blisko przyrody, blisko realnego piękna, blisko mistycznych zachwytów potęgą stworzenia.

W Warszawie kolega jednego kolegi pracował w Straży Granicznej. Skończył wydział dżezu i muzyki rozrywkowej czy coś takiego, a teraz był wyższym funkcjonariuszem służb wewnętrznych. Był szczęśliwy i chwalił to sobie. Dał mi nawet jakiś telefon, gdzie odebrała jakaś pani i okazało się, że to nie jest wydział rekrutacji. Trzeba było jechać do Komendy Głównej do Kłodzka. No to pojechałem. Rodzina i znajomi trochę się ze mnie podśmiewali, ale wytłumaczyłem im, że każdy może.

Komenda Główna Straży Granicznej w Kłodzku to olbrzymi kompleks budynków na wzgórzu. Żeby tam wejść, dostać się na drugą stronę muru, trzeba przejść przez wartownię. Tam zostawia się dowód, podaje powód i dostaje przepustkę. Potem idzie się dziedzińcem i idzie, i nie wiadomo, do której bramy wejść. Po dziedzińcu jak już ktoś chodzi, to tylko mundurowy. Jak się widzi mundurowego, to nie wiadomo co powiedzieć: dzień dobry, serwus, tak jest ser, kuchwaleojczyzny. Zapytałem nieśmiało, gdzie tu rekrutacja i pokazali, jednak całkiem po ludzku życzliwi ci mundurowi. Okazało się, że było nas więcej. Jeszcze jeden chłopak czekał i dwie dziewczyny. Chłopak był po szkole oficerskiej i właściwie szedł na pewniaka. Mówił, że trochę popracował jako snajper na polu minowym, ale teraz już nie chce, bo ma żonę i to pole minowe to jest za daleko od domu, teraz to chciałby trochę lżejszej roboty niż w woju. Jedna dziewczyna była po polonistyce i przyszła, bo ma tu koleżankę. A druga dziewczyna była bez szkół i pracuje już od dwóch lat w Straży Granicznej, tylko że w służbach cywilnych i chciałaby przejść do służb mundurowych, bo lepsze warunki, lepiej płacą, a że ma tatę, który od lat pracuje w służbach mundurowych Komendy Głównej Straży Granicznej, to ma szansę.

Najpierw każdy z nas miał wstępną rozmowę z panią kadrową. Rozmowa dotyczyła procedur ubiegania się o Pracę w Straży i przyjmowania przez Straż nowych. Potem jak ktoś jeszcze się nie zniechęcił wizją samych arcyskomplikowanych czynności i zachodów, jakich trzeba było dokonać, by w ogóle mieć szansę - była rozmowa z samym panem Naczelnikiem. Wszystko na osobności. Denerwowałem się okropnie wręcz. Co oni sobie o mnie tutaj myślą? Teatrolog, który przychodzi robić kabaret. Pan Naczelnik pytał się przede wszystkim o powody, dla których staram się o Pracę w Straży Granicznej i o moje o niej wyobrażenia. Czyż mogłem powiedzieć, że głównym powodem jest to, że nie mam za co żyć, że obojętnie co będę robił, byle zarobić trochę grosza, a głównym wyobrażeniem - że czeka mnie sielankowe życie w górskiej chacie, że w moich wyobrażeniach właściwie nie ma Pracy, jest tylko odpoczynek od szukania Pracy, ulga po jej znalezieniu? Nie mogłem. I dlatego coś tam kręciłem i mruczałem pod nosem. I pan Naczelnik pewnie od razu nabrał podejrzeń, bo od razu nie wiedział, o co mi chodzi. Strażnicy na granicę, teatrolodzy do teatru, pewnie tak sobie pomyślał. Ale nie dał mi nic do zrozumienia. Wysłuchiwał cierpliwie, z lekkim uśmieszkiem, powiedział też, że teatru raczej w Straży Granicznej nie będziemy robić i w jakich służbach życzę sobie pracować: operacyjnych, patrolowych, wewnętrznych etc. Ojejku, ja nie wiedziałem o czym on w ogóle mówi. Strzeliłem, że w operacyjnych. Zapytał, czy wiem, czym zajmują się służby operacyjne. Powiedziałem, że wiem i zacząłem mówić czym. Okazało się, że źle wiedziałem. Co za wtopa. Co za kabaret. Tragiczny kabaret dramatycznych chwil. Wytłumaczył mi cierpliwie i odesłał do wypełniania stosu papierów. Jeśli oczywiście dalej wydaje mi się, że chcę tej Pracy.

Ale ja byłem zdeterminowany. Jak każdy człowiek bez Pracy. Bardzo mnie to potem dziwiło, w rozmowach z innymi potencjalnymi Królami-Pracodawcami. Że zawsze się pytają: dlaczego akurat ta Praca? A w moim przypadku, jak w przypadku większości starających się o jakąkolwiek Pracę, powód zawsze był oczywisty: brak Pracy i szukanie jakiejkolwiek, między innymi akurat tej. Było to oczywiste, bo wiadomo jaka jest sytuacja w kraju i wiadomo, jakie to nowe obyczaje się narobiły i ci nasi Królowie dobrze wiedzą, dlaczego zgłaszają się do nich po Pracę tak tłumnie wszyscy ci delikwenci, ale się pytają. I ja nigdy nie rozumiałem, po co ta komedia.

Wypełniłem dokumenty. Musiałem napisać mini-powieść o wojażach zagranicznych mojej rodziny i swoich, kto, ile razy, dlaczego, kogo poznał. Po jakimś czasie pojechałem na sprawdzian ze sprawności fizycznej, biegi, pompki, takie tam, jak na wuefie w szkole. Zdałem nawet dobrze. I znowu trzeba było odczekać jakiś miesiąc. Marzyłem o stałej pensji, o nowych fascynujących obowiązkach, o wzięciu odpowiedzialności za jakiś swój posterunek, o mundurze, dzięki któremu nie będę musiał kupować ciuchów, czego wręcz nie cierpię robić, więc jestem wprost stworzony albo do habitu, albo do jakiegoś typu uniformu, choćby śmieciarza. Ciekaw jestem, jakie tam trzeba mieć kwalifikacje i czy by mnie przyjęli. To mogłoby być niezłe. Kiedyś chciałem kupić tira i jeździć po Europie, a może nawet i po Azji z towarem. Gadać z kolegami przez łokitoki, spać na tyłach kabiny, jadać w przydrożnych barach, które zawsze prowokują chęć zatrzymania się w nich, nęcąc tajemniczą swoją treścią. To byłoby dopiero życie! Jeżdżąc na śmieciarce miałbym substytut takiego życia. Zawartość śmietników to przecież całe historie, zupełnie podobnie jak w przypadku zawartości przydrożnych barów. Jechałem kiedyś z gór na stopa tirem z łotewskim kierowcą, facet w moim wieku. Puszczał rzewną rosyjską poezję śpiewaną i łotewsko-rosyjskim opowiedział swoją historię. Niedługo po ślubie zdradziła go żona i został sam. Pił przez dwa miesiące, a potem sprzedał mieszkanie i kupił ten samochód. I tak od miesiąca jeździ bez przerwy. W ogóle z tego swojego tira nie wysiada. I jest szczęśliwy. Kiedy już Straż Graniczna sprawdziła mnie - czy nie karany, czy kontakty zagraniczne legalne, czy niczego nie knuję - wezwali do przystąpienia do kolejnego etapu. Trzeba było rozwiązywać testy na spostrzegawczość i szybkość myślenia, a potem porozmawiać z panią Psycholog, czy nie jest się nienormalnym. Testy poszły mi nienajlepiej, bo powolność to jedna z moich głównych zalet. Pewnie do operacyjnych już mnie nie wezmą, pomyślałem sobie. Ale na posterunkowego powinienem mieć jeszcze szanse. Był też test z różnymi ciekawymi pytaniami dotyczącymi już bezpośrednio działalności mundurowej. Na przykład: Czy jesteś w stanie zabić człowieka w obronie własnej? No i ja, zgodnie z najgłębszymi moimi pacyfistycznymi przekonaniami, napisałem, że nie, bo o ile potrafię wyobrazić sobie taką sytuację to podejrzewam, że raczej podłożyłbym się. W zgodzie z moim sumieniem lepiej, żeby ktoś mnie zabił niż żebym ja miał na sumieniu śmierć bliźniego. Potem rozmawialiśmy o tej mojej odpowiedzi z panem Naczelnikiem, owszem wyraził swoje zdziwienie, mówił, że ludzie zwykle odpowiadają odwrotnie, a po cichu pewnie pomyślał, że ze mnie będzie dupa, a nie żołnierz.

Pani Psycholog zadawała dziwne pytania i zupełnie nie wiem, do czego zmierzała i o co jej chodziło. Myślę, że była po prostu kiepskim psychologiem. A może była właśnie typowym Psychologiem Wojskowym. Myślę, że kiepskość psychologa można poznać po tym, czy traktuje rozmówcę jak nienormalnego, jak jakiś taki dziw natury, który na pewno ma swoje pokątne zboczenia, tylko trzeba mu to umiejętnie wmówić, to znaczy "odkryć", czy też normalnie, jak człowieka w pełni wartościowego i godnego szacunku i prawdy. Pani Psycholog tak właśnie na mnie patrzyła, tak się do mnie uśmiechała, w taki właśnie sposób zadawała mi pytania - żeby odkryć we mnie utajnione moje domniemane zaburzenia. A może faktycznie myślała żem wariat, skoro pcham się do Straży? I niewerbalnie chciała dać mi to do zrozumienia? Trudno było jednak to odkryć na podstawie zadawanych pytań, typu: Proszę opowiedzieć mi o najstraszniejszej rzeczy, jaką pamięta pan z dzieciństwa? Byłem szczerze zakłopotany. Dzieciństwo miałem spokojne i szczęśliwe. I nic złego, ani traumatycznego, bo pewnie właśnie o jakąś traumę pani Psycholog chodziło, mi się nie przydarzyło. Powiedziałem to, ale pani Psycholog nie dała wiary, może jednak. Ojejku, ale przykra baba. No, czułem się zagoniony w kozi róg, czułem, że mnie nie wypuści dopóty, dopóki nie opowiem jej jakieś strasznej i prawdziwej historii. No to jej opowiedziałem, że jak byłem mały, nie przypilnowałem starszej siostry, kiedy poszliśmy z jej koleżanką na lody, i nie wróciliśmy na czas do domu, rodzice się martwili, jeździli, szukali nas, aż nas znaleźli i bardzo krzyczeli, i bardzo słusznie, i ja wtedy się poryczałem, bo tak mi było przykro. Aha, dziękuję panu, to wszystko.

Wróciłem do domu i po jakimś miesiącu otrzymałem odpowiedź odmowną. Wedle obowiązujących procedur mogłem starać się ponownie o pracę w Straży Granicznej dopiero za rok.

***

Na komendzie długo go nie trzymali. Opowiadał o swoich zmaganiach z brakiem Pracy. Ta funkcjonariuszka zadawała dużo pytań, dużo niepotrzebnych pytań, jak zdawało się panu B. Ciekawska, jak to baba, pomyślał sobie i chętnie opowiadał, bo schlebiało mu, że ją ciekawi jego, jak mu się zdawało, nieciekawe życie. Okazywało się, że jej jest jeszcze mniej ciekawe. Mimo wszystko poczuł do niej sympatię. No i nie mógł otrząsnąć się z uczucia tego ciepła i miłego zapachu, jakich doznał, kiedy ona położyła się na nim pod pomnikiem Fredry, co go rozzłościło i rozbawiło zarazem, i nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że wtedy właśnie pojawiło się w nim dużo czułości do tej temperamentnej i niezbyt skoordynowanej istoty niewieściej. Komendę opuścił z uczuciem ulgi i lekkości, jak po spowiedzi, po zrzuceniu uwierających ciężarów. Niech się teraz władza martwi, co robić, on jest czysty. I znikł.

wstecz menu dalej

źródło: www.obywatel.org.pl autor: Katarzyna Czekierda

Ostatnio na forum:

Wszelkie prawa zastrzeżone, kontakt: kontakt@mojebezrobocie.pl, Webmaster www.pklopotowski.pl