bezrobocie to tylko jeden z etapów w Twoim życiu

kto w życiu nie stracił pracy nigdy nie zrozumie bezrobotnego

utrata pracy to nie koniec świata, znajdziesz lepszą

na skróty

wstępniak
mapa strony
człowiek bez pracy
CZYTELNIA
interview
kodeks pracy
OFERTY PRACY !!!
ranking portali pracy
STOPA BEZROBOCIA
PORADY
księga gości
e-gospodarka
kalkulator płac
ile dostaniesz?
Twoja EMERYTURA

urzędy pracy
Praca z Jobrapido
jooble.com.pl

FORUM

Doradca zawodowy

dotacje
na otwarcie firmy


serwis monitoruje
google analytics logo and link
Twoje IP 54.221.136.62
online:2

Reklamy
Zostań Partnerem
Careerjet

Konkurs na najlepszą strone internetową - COOL SITE


Człowiek bez pracy - Część XIV

Nic nie mów, nic nie mów! Jak tak można nic nie mówić? Co robić, jak nie mówić? Że też ci mężczyźni zupełnie nie mają rozumu! Po co żeśmy się spotkali jak nie po to, żebym mogła mówić? Żebym w końcu mogła mu wszystko powiedzieć, żebym tylko wiedziała jak… Oj… ten B., jest taki uroczy, ale ma takie dziwne zagrania. Jasne, że nie będę nic mówiła. Ja mu po prostu dam do zrozumienia. Tak radziła ostatnio ta redaktorka „Elle”. Jak ma czelność marzyć o byciu moim mężem, to musi być kimś. Musi mieć za co być tym mężem, hahaha. Niech szuka, może co znajdzie. On oszalał! Myśli, że jak został chłopcem na posyłki w jakimś sklepie to jest panem losu. Ci mężczyźni, oni myślą, że świat kręci się wokół nich. Mam mu jeszcze bić brawo, że taki farciarz z niego. Trafiło się ślepej kurze ziarno. Co on tam robi, co to za praca w ogóle. Czy on się jakoś wysilił, żeby ją dostać? Poszedł i miał. Tak, było o podobnym przypadku w „Naj”. A tak się nadyma: że znalazł, powiada. Już ja go wiem, co on kombinuje. Chce ze mnie krowę domową zrobić. On by najlepiej chciał, żebym przestała wyglądać jako tako, żebym się szarą myszką taką za zlewozmywakiem stojącą stała. On na pewno chce, żebym nie pracowała! Żebym została odcięta od życia, żebym nic dla siebie nie miała. Tak jak pisała ta psycholog w „Claudii”, a może „Olivii”, nie pamiętam. Muszę kupić zaraz gdzieś ostatni numer, bo zapomniałam.

Szli sobie niespiesznie, nic nie mając do powiedzenia – na głos. We wnętrzach aż kipiało. Każde miało swoje powody do niezadowolenia.

Może rozejrzę się za inną Pracą? Może ta nie jest wystarczająco dobra? Halinka starała się, taka jest kochana, ale było mimo to widać po niej, że nie jest dość zadowolona. Może poszukam jeszcze Pracy. Jak znajdę, będę miał dwie. Jak tę znalazłem, to i następną znajdę. Co mi po tej. Jak przyszła, tak sobie pójdzie. Halince pewnie nie podoba się, że jestem taki uwiązany, że nie mam tyle czasu, co kiedyś. Muszę znaleźć Pracę, która będzie mi dawała większą swobodę. I większe pieniądze, to zawsze się przyda. Przecież trzeba gdzieś zamieszkać na stałe, na swoim, w końcu. Oj, jaka ona śliczna, tylko czemu tak to czoło marszczy? Martwi ją pewnie ta cała sytuacja, ciągle niepewna. Ma rację – co to jest okres próbny? – To jest nic… Kobieta potrzebuje bezpieczeństwa. Chciałbym stworzyć jej takie warunki, żeby nie musiała chodzić do tej swojej Pracy, która jest za ciężka dla takiego delikatnego stworzenia.

– Mógłbyś mnie odprowadzić, ale teraz wolę towarzystwo taksówkarza – zbliżali się do postoju, ona prowadziła. – Zmęczona jestem, a ty sobie musisz przemyśleć pewne sprawy, no nie?

– Tak, tak. Przepraszam, jakiś taki jestem... do zobaczenia kochana.

– Cześć.

Myślał intensywnie, co by jeszcze mógł zmienić w swojej sytuacji życiowej, aby ją ostatecznie ustabilizować, uczynić pewną i niezawodną. Myślał intensywnie całą noc. Majaczył właściwie, bo trudno to już myśleniem nazywać. Wymajaczył sobie kokosy, egzotyczne owoce, które są równie trudne do wyhodowania w naszej rzeczywistości, jak jego nocne pomysły do zrealizowania. I postanowił, że z Haliną się nie spotka, że dość tego zawracania jej głowy, dopóty, dopóki nie będzie mógł jej dać wszystkiego... co właściwie konkretnie chciał jej dać, trudno powiedzieć, „wszystko”, chciał jej dać to wszystko, czego mu tak brakowało, to wszystko, o co walczył resztkami sił, prawdę mówiąc, to wszystko, czyli „wszystko” – co chciał jej dać, to już był jakiś wyabstrahowany twór jego pokaleczonej duszy, to była jakaś bańka napełniona dotkliwym niespełnieniem, to było tak dużo, że nie sposób tego dać drugiemu człowiekowi, o tyle za dużo, o ile za mało ciągle od życia dostawał, pomimo swych sumiennych wysiłków i nakładu Pracy, której nikt nie potrzebował, a więc i jemu stawała się ona nieużyteczna.

Rozpoczął poszukiwania kolejnej Pracy – coś, co umiał robić najlepiej. Czy można wyspecjalizować się w czymś, co samo w sobie jest życiową czynnością zastępczą, podróbką czynności, jaka mogłaby życie usensownić? Jest się wówczas nie specjalistą, a podróbką specjalisty. I czuje się wtedy nie człowiekiem, a podróbką człowieka. Jako podróbka człowieka dąży się do tego, ze wszystkich sił, aby w końcu przestać być podróbką, a stać czymś, a właściwie kimś, realnym, rzeczywistym, prawdziwym człowiekiem, firmowym, szlachetnym urządzeniem. Lata gwarancji, niepowtarzalne patenty, i tak dalej. Chciał być, stać się kimś takim, bo nie czuł się nim. Czuł się niepotrzebny, tani, plastikowy, made in China, stworzony do zabawy dla tych biedaków, którzy zajmują się wegetowaniem pośród nierealnych potrzeb i nierealnych ich zaspokojeń.

Praca w księgarni nie dawała tego poczucia, którego szukał. Którego instynktownie szukał w Pracy. Może Praca nie ta, a może już człowiek nie ten. Czyli zbyt zniszczony bezrobociem. Najprawdopodobniej był to właśnie tak zaawansowany stopień stanu bez Pracy, utrzymywania równowagi na krawędzi rzeczywistości, że żadna Praca nie była w stanie tego zmienić, cofnąć postępującego procesu zanikania człowieka. Człowiek bez Pracy, coś takiego nie może długo istnieć, bo jak nie ma Pracy, nie ma i człowieka. Człowiek bez Pracy – popularny oksymoron.

Pan B. nie mógł uwierzyć, on tak naprawdę ani przez chwilę nie uwierzył, że ma Pracę. Czy można wierzyć, że coś się ma, skoro w każdej chwili dzięki absurdalnym mechanizmom można to stracić? Czy można utożsamiać się z czymś, co nieustannie stara się być obce i nieswoje? Praca, którą masz pozwala tylko przez chwilę, na jakiś czas siebie mieć, nie jest tak całkowicie twoją Pracą. Wszyscy robią wszystko, żeby ci to przypominać: że w każdej chwili możesz wylecieć, bo jest dwudziestu innych na twoje miejsce. Ty tej Pracy nie masz. Ty ją tylko miewasz. W takim razie, co za różnica, jaka to Praca, ta czy inna, kolejna, następna. Żadna nie jest tak naprawdę dobra, bo żadna nie jest tak naprawdę twoja. Takie czasy, taki system. Człowiek potrzebuje Pracy przecież nie dla pieniędzy. Między innymi po to, by się móc z czymś większym, a więc lepszym, sensowniejszym od siebie utożsamić. W dzisiejszych czasach większość Dawców Pracy robi wszystko, by pracownik nie mógł się ze swoją Pracą utożsamić. Z jednej strony niby chcieliby, ale jakże powierzchowne idą za tym działania: robią spotkania integracyjne, szkolenia, kolacje z szefami, bankiety, obchody, rankingi, domową atmosferę – bo nauka o zarządzaniu mówi, że pracownik utożsamiony, to pracownik efektywniejszy, skłonny do poświęceń, do wolontariatu w ramach swojej płacy, to sprawniejszy, lepiej naoliwiony trybik w maszynie. A z drugiej strony kopią dół (do którego wpada martwa już chęć utożsamienia się pracownika ze swoją pracą): dają do zrozumienia, jak łatwo wylecieć, mało płacą, nie chronią, nie tworzą poczucia socjalnego bezpieczeństwa, mają człowieka za nic wraz z jego najlepszymi chęciami. Efektami są marna jakość wykonywanej Pracy i licha odtrutka na „syndromy bezrobocia” świeżo zatrudnionych bezrobotnych.

Człowiek, który szuka Pracy, kończy zapędzony w kozi róg. Jego celem przestaje być znalezienie Pracy, a staje się: jej szukanie. Po tak długim odwyku od dokonywania realnych zmian w rzeczywistości, wyczerpany zużywaniem całej swej energii życiowej na utrzymywanie się na powierzchni, nie potrafi odnaleźć się w świecie spoza własnych wyobrażeń. Jest jak zardzewiała śrubka z poprzedniego modelu. Wypada z gry. Ponieważ jest człowiekiem, a nie trybikiem ciągle-szybko-uczącym-się, jak głoszą niektóre teorie, nie jest w stanie po ludzku nadążyć. Może nadążyć, ale nie po ludzku. Nadąży wtedy, kiedy przestanie być człowiekiem.

Pan B. nie przejawiał takich skłonności.

Zaczął szukać następnej Pracy również dlatego, żeby uciec od myślenia o tym wszystkim, o tej swojej marnej sytuacji życiowej, o swoich żadnych szansach na „lepsze jutro”. Pracował w księgarni, niezadowolony jednak, nie mógł tego przed sobą ukryć, a po tej Pracy brał się za Pracę, którą bardziej lubił, jeśli można użyć takiego sformułowania – za szukanie Pracy. Można powiedzieć, że to takie jego hobby, jak każde hobby – będące odtrutką na codzienne kłopoty.

Po niedługim czasie szukania podjął się wykonywania jeszcze jednej Pracy. Celem szukania było znalezienie, no i szukanie okazało się jednak męczące. A mianowicie roznoszenia ulotek. Podobał mu się nienormowany czas i że się zarobi, ile się wyrobi. Prawie tak, jakby nie miał szefa, jakby był sobie panem mając własną firmę. Roznosił ulotki po kilka godzin dziennie, bardzo wcześnie rano, przed Pracą w księgarni i bardzo późno wieczorem po Pracy w księgarni. Spał mało, nie miał na to czasu, nie mógł, nie lubił. Chciał żyć, prawdziwie żyć. Nie przespać. Zarabiał do ośmiuset złotych miesięcznie za same ulotki. Razem z księgarnią miał około dwa tysiące. Był królem. Choć wcale się tak nie czuł. Nie miał chwili, żeby poczuć. Wolał nie czuć. Od wydawania pieniędzy odzwyczaił się zupełnie (tak, tak, okazało, że wydawanie pieniędzy to tylko nasze przyzwyczajenie, czynność, do której jesteśmy wychowywani, żadna konieczność, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało), a poza tym – przecież nie miał na to czasu. Druga Praca nie pomogła mu też poczuć się godniejszym kandydatem na męża Halinki, więc ciągle odwlekał decyzję o spotkaniu z nią. Właściwie też się powoli odzwyczajał od niej, od jej obecności w jego życiu. Choć jednocześnie, w paradoksalny sposób, rosło uzależnienie od niej – jako pewnej wyabstrahowanej idei spełnienia i ostatecznego bezpieczeństwa. Cały czas planował to, co dotychczas: założenie rodziny i tak dalej, ale jednocześnie emocjami, działaniami, zachowaniem coraz bardziej się do tych planów dystansował. Wydawało mu się, że jest coraz bliższy realizacji, a w rzeczywistości podążał w kierunku przeciwnym. Zgadywał wektor, ale pomylił znaki.

wstecz menu dalej

źródło: www.obywatel.org.pl autor: Katarzyna Czekierda

Ostatnio na forum:

Wszelkie prawa zastrzeżone, kontakt: kontakt@mojebezrobocie.pl, Webmaster www.pklopotowski.pl