bezrobocie to tylko jeden z etapów w Twoim życiu

kto w życiu nie stracił pracy nigdy nie zrozumie bezrobotnego

utrata pracy to nie koniec świata, znajdziesz lepszą

na skróty

wstępniak
mapa strony
człowiek bez pracy
CZYTELNIA
interview
kodeks pracy
OFERTY PRACY !!!
ranking portali pracy
STOPA BEZROBOCIA
PORADY
księga gości
e-gospodarka
kalkulator płac
ile dostaniesz?
Twoja EMERYTURA

urzędy pracy
Praca z Jobrapido
jooble.com.pl

FORUM

Doradca zawodowy

dotacje
na otwarcie firmy


serwis monitoruje
google analytics logo and link
Twoje IP 54.221.136.62
online:3

Reklamy
Zostań Partnerem
Careerjet

Konkurs na najlepszą strone internetową - COOL SITE


Człowiek bez pracy - Część XVII

Ocknął się po godzinie czy dwóch. Nie bardzo kojarzył, gdzie się znajduje. Ciemno, jakieś przejście, może podziemne, korytarz – czyżby zasłabł w Urzędzie Miasta, stojąc w tej niekończącej się kolejce do okienka rejestrującego działalność gospodarczą? Tak, pewnie tak było. Wszyscy poszli już, bo skończyli swoją Pracę. Zapomnieli o nim, zostawili go. A może w ogóle stał się niewidzialny? Może to tak jest, taki wpływ ducha na materię – kiedy człowiek tak mocno, tak intensywnie, tak z całego serca swego i całego swego umysłu i wszystkich sił czuje, że nic kompletnie nie znaczy, może wtedy właśnie ciało pod naporem tego poczucia zaczyna usuwać się w cień, to poczucie zaczyna żywić się ciałem, skoro nie ma już innych sił, które dawno się wyczerpały i ciało znika – i człowiek, choć ciągle trwa na posterunku, staje się niewidoczny. A może on już nie żyje – zaraz sobie przypomni sam moment śmierci, który przegapił – i znajduje się w piekle? Tak, chyba tak, to chyba właśnie jest piekło, którego się doczekał za życie, które przebimbał nie pracując, Pracy nie mając, Pracy nie znajdując. Piekło specjalnie dla niego: ma na wieki tkwić w Urzędzie, starając się ruszyć swoją sprawę, ale będąc niewidocznym, nic nie znaczącym w sposób absolutny. Jak zająć miejsce w kolejce? Jak dogadać się w tym stanie z urzędnikiem? Jak podpisać jakikolwiek papier, nie mając ręki?

Odruchowo spojrzał w kierunku, gdzie powinna być jego ręka i ku swojemu zaskoczeniu znalazł ją. A więc jednak miał ciało. Tak, tak, zaczynał czuć je coraz wyraźniej. Nie mógł złapać oddechu, czuł ogromny ucisk w klatce piersiowej i mrowienie we wszystkich członkach, które nie pozwalało mu na zajęcie pozycji wyprostowanej. Co ma robić, czołgać się? Co się, do cholery, stało? Ktoś go napadł i stracił pamięć?

Jeszcze nie potrafił sobie przypomnieć, ale i nie pamiętając dokładnie biegu wypadków, czuł coraz wyraźniej, że w środku nie ma nic, że jest ciemną od smutku gęstego jak smoła studnią bez dna. Ciemno i ciężko. Na dnie tej studni, gdzieś w nieskończoności leżało jego szczęście, nadzieja – dziewczyna. Chciał wyciągnąć do niej rękę, ale była taka zdrętwiała, że nie słuchała i dalej leżała bezwładnie, śmiesznie, jak kawał niepotrzebnej starej szmaty. Już rozpoznawał ją coraz wyraźniej, myśli coraz szybciej układały się w przeklętą całość, z której jasno wynikało, że to koniec, że nic tu po nim, że nigdzie nic po nim. Jak mógł, tak wstał i poszedł. Przed domem splunął sążniście, nie wiadomo, czy to do Haliny było, czy do piekła, którego wizje tam właśnie miał. Jeden diabeł. Poszedł pić. To chyba Anioł Stróż chciał go ratować przed ostatecznością, przed momentem definitywnego unicestwienia warto zakosztować oczyszczenia, panu B. zdawało się, że słyszy takie słowa pokuszenia.

Im bardziej przytomniał, tym bardziej złość w nim przytomniała. Jakby tylko to w nim było do oprzytomnienia możliwe. Musiał się napić. Musiał coś z tą złością zrobić, z którą nie wiedział co robić, bo rzadko, a może nigdy z taką nie miał do czynienia. Musiał iść, dokądś iść, zrobić cokolwiek. Jeszcze nie wiedział co, ale na pewno coś, co polepszy sytuację z tej prostej przyczyny, że już gorsza być nie mogła. Po drodze zrobił zapas alkoholu, pić mu się chciało strasznie.

Świtało. Zmierzał w kierunku Urzędu Pracy. To przecież oni wszystkiemu winni. To przecież oni są po to, żeby człowiekowi bez Pracy pomóc. To przecież oni muszą mu w końcu powiedzieć, co robić. Za co się im płaci? Nim doszedł, minęło trochę czasu, bo przejść musiał prawie przez całe miasto. Szło mu się dobrze. Dopóki nie musiał się zatrzymać i dopuścić do głowy ścigających go myśli – było dobrze. Wschód słońca, jak zwykle piękny, świeże powietrze, jak zwykle napawające siłą, droga, która jak zwykle musi się kiedyś skończyć. Doszedł. Urząd mieścił się w kilkupiętrowej, nienajnowszej kamienicy. Zamknięty. Właściwie to czemu jest on zamknięty? Czy Urzędy Pracy nie powinny być czynne całodobowo? Czy Pracy nie można stracić w każdej chwili? Czy pomoc potrzebna jest tylko w dzień? Czy załamywać się z tego powodu wolno tylko od ósmej do piętnastej? Cholera! Otwierajcie, nieroby! Człowiek po pomoc do was przychodzi! Otwierać! Otwierać! Walił w drzwi coraz mocniej. Nikt nie reagował. Cisza. Miasto jeszcze spało i urząd jeszcze spał. Nie udawał, że coś robi, tak jak w dzień, tylko naprawdę spał. Cholerna cisza. Działała na niego jak wiatr na ogień. Do ostateczności. Oderwał kawał pręta z ogrodzenia, siłę miał nienormalnie wielką, wyważył drzwi i schował się wewnątrz. Przed tą ciszą się chował. Zdawało mu się, że gdy tylko dostanie się do środka, znajdzie się w budynku pełnym petentów, co prawda bardzo smutnych petentów, ale zawsze to lepsze: człowiek, choćby smutny, niż żaden człowiek. Tak bardzo chciał z kimś pogadać. Z kimś kompetentnym. Tyle lat czekał na taką rozmowę. Teraz wiedział, że nie ma co już jej odkładać na później. Że już niczego nie można odkładać, że teraz właśnie trzeba to wszystko rozwikłać, zakończyć, że nawet jak on się nie weźmie za zakańczanie, to i tak się skończy, że to już koniec, koniec, koniec. Bez żadnej nadziei w tym słowie. Bez żadnej ulgi. Chyba że uda mu się znaleźć kogoś, kto mu pomoże.

Nie znalazł. Jego znaleźli – dopiero o ósmej, jak już było po wszystkim. Po końcu. To ona po niego przyjechała ze swoimi kolesiami z komendy. Jeszcze godzinę wcześniej tak bardzo ich nienawidził, wszystkich, teraz nie czuł już nic w porównaniu do tego. Czuł, że nadszedł ten koniec bez ulgi – piekło. Żyje jeszcze czy już nie żyje – zupełnie nieistotne z jego punktu widzenia rozróżnienie. Przyjechali. I to z jakimi fajerwerkami. Straż pożarna (tak, chciał kiedyś, gdy był małym chłopakiem, zostać strażakiem, fajna robota, leżysz w miłym towarzystwie i oglądasz filmy, albo sobie czytasz, a od czasu do czasu akcja, a w tej akcji najfajniejsze to zjeżdżanie po rurze z piętra, prosto do samochodu), pogotowie – zabrali tego biednego człowieka, który okazał się niekompetentny i nie potrafił zlikwidować tej cholernej ciszy, policja i ona. Chciała go po dobroci wyciągnąć, ale na dobroć już moda minęła. Dobroć się nie sprawdziła. Dużo więcej satysfakcji sprawiła mu złość. Choć tak krótka, ale jaka przyjemna, jaka owocna – rozpierdzielić to całe gówno! Nie musiał nic robić, tylko się porządnie wkurwić, nastąpił w końcu samozapłon i fiu, całe to chore urzędnicze ustrojstwo idzie z dymem... On łudził się, że też pójdzie, ale go wyciągnęli siłą. Zresztą nie opierał się za bardzo, nie miał zwyczaju uciekać.

Około godziny siódmej nad ranem został zamordowany przez uduszenie człowiek pełniący funkcję portiera w Urzędzie Pracy. Edward W., lat 30, przyszedł jak co dzień do Pracy. Sprawca, B., człowiek bez imienia i bez Pracy, notowany już za rozbój w biały dzień, zaczaił się wewnątrz budynku. Podejrzewa się mord na tle osobistych porachunków, bowiem podejrzanego i ofiarę łączyła wieloletnia znajomość. Być może motywem była zwykła ludzka zawiść? Na rynku trwa walka o Pracę. Przybiera ona również i takie zdeformowane kształty. Podejrzany, chcąc najprawdopodobniej zatrzeć ślady swego ohydnego czynu, podpalił budynek Urzędu Pracy, w którym tragiczne zdarzenie miało miejsce. Co robią władze miasta, aby chronić nas przed mordercami i niszczycielami? Co robią władze tego kraju, aby odstraszać morderców od ich zamiarów? Nadszedł czas na surowsze kary dla zbrodniarzy!

Czekał na rozprawę jakieś dwa lata. Właściwie trudno to nazwać czekaniem. Żeby czekać, trzeba coś odczuwać – niepokój, nadzieję, chęć do życia czy do śmierci. A on nic. Trwał sobie. W areszcie czy na wolności – to samo. Dlatego nawet nie zauważył, kiedy odbyła się rozprawa, uniewinnili go, nawet się nie ucieszył, i wypuścili na tak zwaną wolność, nawet nie odetchnął. Właściwie nie uniewinnili, a dostał w zawiasach. Ale czy to nie to samo. Był mordercą, najprawdziwszym mordercą, a mógł dalej swobodnie przechadzać się po mieście, szukając okazji lub przypadku do następnego nikomu niepotrzebnego wyżycia się. Szaleństwa w bezradności. Dalej sam sobie pozostawiony, na siebie samego skazany. Wolny. Bez niczego i do niczego.

Nic się nie rozwiązało. Żaden z problemów. A odwrotnie – namnożyły się one jak bakterie na sprzyjającym podłożu systemu, który hołubi bezradność. Który zbudowany jest tak, by fabrykować kolejne systemowe rozwiązania zgodne z jego duchem – takie, które niewiele komukolwiek pomogą. Które są po prostu jak nowe łaty na stary bukłak.

Jedyne, czego żałował pan B., to to, że nie wiedział jak, a co za tym idzie nie wykorzystał szansy, aby zbudować zupełnie nowy świat. Czy chciał się dowiedzieć? To właśnie stało się przedmiotem jego rozważań przez następne lata. Ale chciał czy nie chciał – i tak żałował. Nikt nie wie, ile to było lat i w jakich miejscach dochodził do zupełnie nowych wersji swego życia. Tylko raz Halinka go spotkała, ale on jej nie poznał, zresztą i ona nie dostrzegła w nim nikogo bliskiego czy choćby znajomego. Było to podczas rutynowego patrolu na dworcu. Jak zwykle cała gromada bezdomnych do przegonienia. Nawet nie wiedziała, że po raz kolejny w swoim życiu go przegoniła. Ale nikogo już nic nie bolało. Każdy, bez jęknięcia, zajmował swoje miejsce w rzeczywistości.

Teraz to był dla pana B. ten nowy świat – bez takich jak on jeszcze niedawno, ziarnek piasku, które dostają się między trybiki maszyny, powodując niewielkie zakłócenia czy krótkotrwałe awarie.

KONIEC.

wstecz menu

źródło: www.obywatel.org.pl autor: Katarzyna Czekierda

Ostatnio na forum:

Wszelkie prawa zastrzeżone, kontakt: kontakt@mojebezrobocie.pl, Webmaster www.pklopotowski.pl