bezrobocie to tylko jeden z etapów w Twoim życiu

kto w życiu nie stracił pracy nigdy nie zrozumie bezrobotnego

utrata pracy to nie koniec świata, znajdziesz lepszą

na skróty

wstępniak
mapa strony
człowiek bez pracy
CZYTELNIA
interview
kodeks pracy
OFERTY PRACY !!!
ranking portali pracy
STOPA BEZROBOCIA
PORADY
księga gości
e-gospodarka
kalkulator płac
ile dostaniesz?
Twoja EMERYTURA

urzędy pracy
Praca z Jobrapido
jooble.com.pl

FORUM

Doradca zawodowy

dotacje
na otwarcie firmy


serwis monitoruje
google analytics logo and link
Twoje IP 54.221.136.62
online:3

Reklamy
Zostań Partnerem
Careerjet

Konkurs na najlepszą strone internetową - COOL SITE


Depresja Prezesa...

Prezesi i dyrektorzy: wielkie pieniądze, egzotyczne wakacje, drogie auta i przyjęcia z gwiazdami. Wielu za sukces zapłaciło depresją i ma myśli samobójcze. Ale w biznesie to temat tabu.

Z pozoru Philip Burguieres był pewnym siebie człowiekiem sukcesu. Biznesmen, wiceprezes drużyny superball Houston Texans był trzykrotnie wybierany Dyrektorem Roku przez Financial World Magazine Równocześnie pracował dla Panhandle Eastern Corporation, czołowej amerykańskiej firmy z branży energetycznej. Po pół roku intensywnej pracy - dzień w dzień prawie całą dobę - na odpowiedzialnym stanowisku dyrektora generalnego zauważył, że dzieje się z nim coś niepokojącego. Na początku przypisywał to zwykłemu stresowi w codziennej pracy.

- Wciąż dręczyły mnie natrętne myśli o problemach w pracy. Z tego powodu przestałem się dobrze odżywiać i zacząłem źle sypiać. Po roku przestałem w ogóle spać w nocy, a każdy najmniejszy problem był przeze mnie irracjonalnie wyolbrzymiany, doprowadzając do ciągłego pogarszania i tak kiepskiego nastroju. Dało się z tym żyć i pracować, ale codziennie zmuszałem się, aby wcisnąć się w garnitur i stawić się w biurze.

Pewnego dnia w pracy poczuł się tak źle, że trzeba było wezwać pogotowie. Przeciążenie codziennymi problemami do tego stopnia się nawarstwiło, że wylądował szpitalu z objawami chronicznego zmęczenia. Lekarze stwierdzili jednak, że powinien odpocząć parę dni w domu. Zasugerowali też wizytę u psychiatry. Po krótkim odpoczynku i paru kolejnych dniach w pracy, sytuacja powtórzyła się. Znowu pogotowie i znów szpital.

- Udałem się więc do psychiatry przerażony tym, co się ze mną dzieje. Diagnoza była szybka. Depresja. Koniecznie musiałem zmienić tryb życia i poddać się psychoterapii.

Sukces zrodził tragedię

Zmienił firmę na mniejszą. Zwiększył przychody spółki, osiągnął kolejny sukces. Zaczął regularnie poddawać się terapii. Przez moment wydawało się, że wszystko wróciło na dobrą drogę. To jednak nie wystarczyło. Po krótkim czasie depresja powróciła. W gorszej odmianie. Z myślami samobójczymi. W najczarniejszych chwilach był przekonany, że światu będzie lepiej bez niego, i odczuwał ogromną pokusę samobójstwa. "Chcę ze sobą skończyć, ale nie mogę, bo mam zasadę nigdy się nie wycofywać" - pisał w szpitalnym pamiętniku.

Niestety, tragedii nie udało się uniknąć rodzinie Heiza Prechtera, założyciela American Sunroof Co. z Los Angeles. Człowiek, który wprowadził szyberdachy na amerykański rynek przez dłuższy czas, skutecznie maskował swoją chorobę. W początkach swej kariery uchodził za człowieka, który potrafi "zajeździć" swoją pracowitością każdego podwładnego. W szczytowym momencie depresji - według opowieści żony dla radia BBC - biznesmen siedział nieruchomo przy biurku w swoim gabinecie, niezdolny nie tylko podejmować decyzji, ale nawet odbyć najprostszego spotkania z pracownikami. Najbliźsi współpracownicy, w tym żona w miarę możliwości utrzymywali w tajemnicy problemy swego szefa. Ich wysiłki nie dały rezultatu. Mimo sukcesów biznesowych Prechter popełnił samobójstwo.

Depresja akademicka

Jeszcze 20 lat temu w londyńskim City, Mekce świata finansów nie miał gabinetu żaden psychiatra. Kiedyś nie można było ujawniać swojej słabości. Obecnie narastające zjawisko depresji powoduje, że w ciągu ostatniego roku odnotowano aż 30 procentowy wzrost zapotrzebowania na usługi psychiatryczne. Gabinety psychiatrów w City zapełniają się szybciej niż londyński dworzec Victoria emigrantami.

Depresja to w skrócie stan poczucia skrajnego smutku i przygnębienia, któremu towarzyszy obniżenie szybkości wszelkich procesów zachodzących w naszym ciele.

Depresje jednobiegunowe charakteryzują się zmianami nastroju od przeciętnego i normalnego (nastroju podstawowego) po nastrój depresyjny. Depresja dwubiegunowa charakteryzuje się przejściem od stanu uniesienia, ekscytacji (stanu maniakalnego) do stanu depresyjnego. Pierwszy typ depresji jest bardziej powszechny niż drugi. Innym sposobem podziału depresji jest podział na depresję endogenną i egzogenną. Przypadek Philipa Burguieresa to typowa depresja egzogenna (inaczej sytuacyjna), spowodowana stresującymi sytuacjami w pracy. Często jej przyczyną jest utrata czegoś, śmierć bliskiej osoby lub kłopoty w pracy.

Depresja endogenna ma podłoże wewnętrzne. Jest prawdopodobnie spowodowana brakiem równowagi neurochemicznej, a nie konfliktami psychicznymi czy stresem. To zachwianie może mieć podłoże genetyczne.

Z danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że już dziś depresja stanowi czwarty najpoważniejszy problem zdrowotny na świecie. Choruje się na nią długo, bywają nawroty, a samobójstwa popełniają przez nią szczególnie ludzie młodzi, ci "przed którymi jeszcze całe życie". A ludzie z firmowego top managementu to niewątpliwie grupa podwyższonego ryzyka.

Jak dawać z siebie wszystko nie dając nic sobie

Wpisy pochodzą z forum internetowego strony Goldenline.pl, polskiego portalu społecznościowego poświęconego rozwojowi kariery.

Jerzy (Finansista)

"Choroba poza radością życia odebrała mi bardzo dużo szans i możliwości. Rozmaite dokonania które stają się moim udziałem w okresach remisji, zwykle rujnowane są przez kolejny nawrót choroby. Albo po prostu tak to oceniam. Nie zależy mi już na karierze zawodowej (którą zrobiłem), na prestiżowej pracy (którą mam); oddałbym to bez wahania gdyby za to można było 'kupić' normalne życie, bez choroby."

Marzena (Dyrektor)

"Chciałabym pomoc mojemu współpracownikowi. Prawdopodobnie ma depresję. Siedzę z nim w pokoju. Widzę, że to zupełnie inny facet niż kiedyś. Jest bardzo nerwowy, smutny i jakby bez sił. Chciałabym mu pomóc, tylko nie wiem jak. Próbowałam mu mówić, żeby wziął się w garść, że nie ma co się załamywać. Przecież brak awansu, to jeszcze nie koniec świata".

Piotr (Product Manager)

"Depresję zdiagnozowano u mnie jakieś pieć lat temu, ale lekarz zdecydował, że niepotrzebne jest leczenie farmakologiczne. Rozpoczęliśmy psychoterapię. Po około 4 miesiącach poczułem, że staję na nogi, że nie potrzebuję już pomocy. Od tamtego czasu nie miałem już tak trudnego stanu, ale są miesiące gdy funkcjonuję, chodzę do pracy itp. ale nie widzę w tym sensu. Mam dobrą pracę, chyba jestem doceniany, ale moja samoocena, ocena tego co osiągnąłem jest ciągle na minusie. Stawiam sobie cele, ale osiągam je tylko dlatego, że czuję presję społeczeństwa na to by być lepszym, więcej zarabiać, więcej się uczyć itp. Ciągły ból istnienia".

Marek Sztomberski, współwłaściciel firmy Kulesza Sztomberski Institut of Business Education, od wielu lat pracuje, jako trener rozwoju osobistego z menadżerami z różnych dużych korporacji. Choć nie podaje konkretnych nazwisk wprost, dostrzega jak ostatnie 18 lat przemian gospodarczych w Polsce zbiera swoje żniwo w postaci depresji wśród menadżerów.

- Kiedy na początku lat 90 zeszłego wieku nastąpiło w naszym kraju gwałtowne przejście z bezpiecznej gospodarki socjalistycznej w drapieżną kapitalistyczną, zachodnie korporacje wprowadziły nowy styl pracy, który trafił na podatny grunt. Firma stały się dla nich substytutem rodziny, narzuciły wartości, z którymi trzeba było się identyfikować, wyznaczyły podkręcone do granic możliwości cele i niepodważalne wzorce człowieka sukcesu - mówi. - Pewna Japonka, która prowadzi w naszym kraju własny biznes, stwierdziła nawet, że obecnie młodzi Polacy pracują więcej niż młodzi Japończycy - opowiada Marek Sztomberski.

Co istotne, stan depresji to moment w którym organizm chorego staje się wyjątkowo podatny na inne problemy zdrowotne. Nagle człowiekowi wyłącza się źródło wewnętrznej energii. Choć początkowo jest zdrowy fizycznie, to powoli całkowicie się zaniedbuje. Kiedy Mariusz Łukasiewicz, twórca jednego z niewielu polskich banków, przedstawiany w mediach jako człowiek sukcesu i wizjoner umiera w wieku 44 lat na niewydolność krążenia, można sobie zadać pytanie, czy ten sukces był też tylko fasadą? Czy to zwykły pech, czy organizm nie wytrzymał napięcia i stresu?

Liga rządzi, liga radzi, liga nigdy cię nie zdradzi. Oczywiście do czasu, kiedy dajesz radę i "wyrabiasz normę". Dodatkowo na horyzoncie majaczą wielkie pieniądze, więc wydaje się, że warto dawać z siebie wszystko.

- Pytanie "jak?" stało się sposobem na poszukiwanie sensu codziennej ciężkiej harówki. Jak być najlepszym? Jak zarobić więcej? Jak pokonać konkurencję? Ludzie pracując szybciej, dłużej i z większym zaangażowaniem, przestali zajmować się swoim "być".

Tzw. wyścig szczurów doprowadził do sytuacji, w której została zachwiana równowaga miedzy pracą a życiem osobistym. Ludzie doszli do fortun, ale w zamian czasem zapominali o odczuwaniu współczucia, czy radości ze zwykłego życia. Nie mieli z kim się podzielić swoimi problemami. Na dodatek tradycyjne międzyludzkie relacje, zastąpiły wirtualne formy kontaktu. W pracy emaile, bazy danych, formularze kontaktowe. W domu komunikatory, portale towarzyskie, społecznościowe. Pracownicy w biurach siedzą godzinami z nosami w monitorach. Kto z nas nie zna tego obrazka?

- Zamiast rozmawiać, coraz więcej czasu spędzamy w Internecie. Zaraz po przyjściu do pracy zagłębiamy się w wirtualne profile. Po przekroczeniu rozsądnych dawek takie komputerowe wyalienowanie może być przyczyną zaburzeń depresyjnych - dostrzega zagrożenie pan Marek.

Na co dzień w pracy jesteś bezwzględnym biznesmenem, wieczorem samotnie rozklejasz się przed telewizorem przy powtórce telenoweli. Będąc szefem nie wypada okazywać słabości. Ale gdy tylko zamkną się drzwi do gabinetu, nie wiesz, jak zabrać się za najprostszą czynność.

- Problem jest widoczny, choć nie mówi się o nim wprost - mówi pan Marek - Czy jest to depresja czy zwykłe przemęczenie? W rozmowach nieformalnych z kierownikami, dyrektorami często słyszę o wypaleniu zawodowym, braku sensu, celu w życiu i nadużywaniu alkoholu jako ucieczki od stresów dnia codziennego. Ludziom po paru kieliszkach rozwiązuje się język i zaczynają się otwierać. Kiedy widzę u kogoś na stoliku tabletki na sen, jakieś podejrzane prochy lub prozac od razu wiem, co jest grane. Depresja atakuje.

Transformersi dostają zadyszki

Mieli około dwudziestu lat, gdy przyszedł zryw Solidarności i stan wojenny. A potem po 1990 r. zostawali motorem przemian w III RP. Ci transformersi na początku lat 90-tych mając w okolicach 30-tki rozpoczynali swoje kariery na nowo, w zupełnie nowych okolicznościach. Teraz - w wielu przypadkach - gdy właśnie wdrapali się szczyt i są menadżerami w wielkich firmach, pękają. Pękają w najmniej oczekiwanym przez siebie miejscu. Z zeszłorocznego sondażu CBOS wynika, że ponad 70 proc. ankietowanych przed ukończeniem 45 lat deklaruje zadowolenie z własnego zdrowia, po 45 roku życia - już tylko 41 proc., a liczba oceniających jego stan jako zły - gwałtownie rośnie: z 5 do 17 proc.

W Polsce przez w latach 2000-2004 liczba zarejestrowanych przypadków depresji i nerwic wzrosła o 235 procent. Dane te wyglądają alarmująco. Depresja jest dziś jednym z najczęstszych problemów zdrowotnych stwierdzanych w praktyce ogólnej. Rozpowszechnienie zaburzeń depresyjnych wynosi 6-17 proc. i szacunkowo jest większe niż w przypadku nadciśnienia tętniczego (5,8 proc.). Coraz dłuższe są też kolejki do poradni zdrowia psychicznego. W 1998 r. leczyło się w nich ponad 750 tys. osób, w 2003 r. - już ponad 1 mln 140 tys.

Można by pomyśleć, że tak się dzieje tylko w wielkich miastach, gdzie samotność i ciężka praca często jest wpisana w styl życia. Ale czy depresja u steru władzy dotyka tylko menadżerów w wielkich firmach?

Wielka depresja w małej firmie

- Nie - mówi Kinga Truś, psycholog, niezależny trener biznesu. - Często sami fundujemy sobie powróz na szyję.

Andrzej, 30 lat, żonaty, dwójka dzieci, prowadzi niedużą firmę handlową na południu Polski. Jego firma ma kontakty handlowe z całym światem. On jest urodzonym handlowcem. Wyznacza sobie ambitne cele i lubi wyzwania. Zatrudnia 30 osób. Nie zatrudnia jednak w firmie ludzi z lepszym od swojego wykształceniem, większym doświadczaniem, gdyż boi się, że mogą obnażyć jego słabości. Mogłoby się okazać, że jest gorszy od nich. Musi mieć kontrolę nad wszystkim i ma trudności w delegowaniu zadań. Lęk przed oddaniem kontroli nad firmą powoduje, że żyje w ciągłym napięciu. Jego frustracja bierze się również z tego, że jego pracownicy nie są podobni do niego. Że nie da się wszystkiego przewidzieć i zrealizować tak jak on chce. Jest mocno nastawiony na cel, który chce bardzo osiągnąć. Często za bardzo. Dodatkowo na jego niestabilne zachowanie nakładają się na to problemy rodzinne. Samonakręcająca się spirala strachu, niemożności realizacji własnych celów doprowadziła go na skraj poważnej depresji.

- Pierwsze symptomy depresji są zawsze takie same - analizuje Kinga Truś - Kłopoty ze snem, koncentracją. Doszły problemy ze złym i nieregularnym odżywanianiem w pracy. Utrata wagi. Bóle w okolicach serca, wątroby. Wahania nastroju. Od entuzjazmu po nagłą apatię.

Efekt był taki, że firma ubezpieczeniowa, nie chciała założyć Andrzejowi polisy na życie. Ze względu na złe wyniki badań lekarskich. I wysokie prawdopodobieństwo zawału.

Menedżer na detoksie

Jak więc rozładowują stres i napięcie prezesi? Wspomniany na wstępie Philip Burguieres znalazł swój sposób na depresję. Wzmocniony przez psychoterapię i przyjaźń z innym menadżerem wysokiego szczebla cierpiącym również na depresję, osiągnął stan, o którym mówi jako "pełnym wyzdrowieniu". Zrezygnował z bycia dyrektorem. Ma nowe zajęcia: prowadzi firmę rodzinnego doradztwa inwestycyjnego i jest wiceprezesem futbolowej drużyny. Dają one mu satysfakcję, ale też nie wymagają tak wielkiej odpowiedzialności jak poprzednie prace. Przekonał się też, że na poprawę samopoczucia wpływa pomaganie innym. Od dziesięciu lat wspiera zmagających się z depresją menadżerów wysokiego szczebla. - Dzięki temu człowiek odrywa się od siebie, przestaje być opętany własnymi sprawami - mówi. - Gdy idę do pracy rozmawiam ludźmi. Rozmowa ze współpracownikami jest też ważną częścią mojej obecnej pracy. Przestałem być człowiekiem, który samotnie walczy z problemami 12 godzin na dobę.

Niestety duża część nie potrafi sobie poradzić problemami w pracy i sięga po alkohol. Kierownicy, dyrektorzy piją na umór, żeby zapomnieć. Furorę robią tak zwane domowe odtrucia. Wystarczy sięgnąć po gazetę i zamówić do domu pielęgniarkę, która w niedzielny wieczór w parę chwili postawi na nogi mocno skacowanego prezesa. I można od nowa w poniedziałek zacząć walkę z sobą i z celami.

Jest jeszcze inny problem. W powszechnej świadomości człowiek w depresji to prawie wariat, a wizyta u psychiatry to wstyd. Nawet wtedy, kiedy sytuacja jest już na tyle poważna, że występuje potrzeba stosowania leków i psychoterapii.

Życiowy plan

- Nie ma idealnego przepisu na walkę z depresją, ale wystarczy się zastanowić: Jakie są moje cele w życiu, kim chcę być, czemu warto się zmienić - mówi Marek Sztomberski. - Bazując na doświadczeniach z pewnej amerykańskiej firmy zaprojektowaliśmy ciekawy trening, polegający na tym, żeby zrobić swój plan życiowy.

Otóż, pomimo iż wszyscy w tej amerykańskiej firmie deklarowali, że są w swoich działaniach wierni firmie i jej celom, że wiedzą, czego chcą, to była duża rotacja wśród menadżerów. A koszty wyszkolenia nowych osób w ich miejsce były duże. Po analizie okazało się, że strategia, dzięki której zatrudniono w firmie w pełni dyspozycyjnych, ślepych wyznawców wartości firmy, dla których praca zawodowa była jedyną formą rozwoju osobistego jest tak naprawdę błędna. Większość z osób, która podkreślała bezgraniczne oddanie swej pracy po jakimś czasie zaczęła mieć kłopoty rodzinne, kłopoty ze sobą. Pracowali, więc jeszcze dłużej, aby uciec od tego i wpadali w coraz większe problemy, a w konsekwencji spadała ich wydajność. Trzeba było przewartościować cele firmy i zmienić kulturę organizacyjną firmy. Pozwolić pracownikom realizować własny plan życiowy zarówno w życiu osobistym i zawodowym.

- Zastosowaliśmy trening zwany "life coaching" polegający tworzeniu planu życiowego i szukaniu odpowiedzi "kim jestem, do czego zmierzam" wśród menadżerów w pewnej dużej polskiej firmie. Ostrzegliśmy przy tym kierownictwo, że efekty takiej "terapii" mogą spowodować, że część osób po głębokich przemyśleniach może przewartościować swoje cele i nawet zrezygnować z pracy.

Firma zaryzykowała. Być może straci kilku pracowników, ale zyska tych, którzy będą naprawdę tworzyć wartość dodaną w firmie będąc spełnionymi ludźmi, a nie będą tylko pionkami w grze.

znalezione na: http://gospodarka.gazeta.pl/firma/1,31560,5486947,Depresja_prezesa.html?as=2&ias=2&startsz=x autor: Marcin Borowicz dn. 2008-07-24, ostatnia aktualizacja 2008-07-24 18:22

Ostatnio na forum:

Wszelkie prawa zastrzeżone, kontakt: kontakt@mojebezrobocie.pl, Webmaster www.pklopotowski.pl